FB

„Pożeracze serc” z Kowar

W Kowarach (niem. Schmiedeberg) koło Jeleniej Góry doszło w 1644 r. do niecodziennego procesu i egzekucji 21-letniego syna nadzorcy więzienia, niejakiego Wentzela Pode zwanego „katowczykiem Wacławem”. W lipcu tegoż roku wrocławscy ławnicy, do których miejscowi sędziowie zwrócili się o pouczenie prawne, w wydanym wyroku skazującym orzekli, że tenże Wentzel Pode, wraz z braćmi Hansem i Balzerem Simon dopuścili się okrutnych i wielokrotnych przestępstw. Oprócz rabunków na drogach, kradzieży, cudzołóstwa, dokonali 16 morderstw, w tym trzech ciężarnych kobiet, które rozpruli i wycieli im płody. Następnie oderżnęli prawe rączki ich nienarodzonym dzieciom, które zalali woskiem w opuszczonym już wówczas zamku Silberstein (obecnie Břecštejn koło Trutnova), być może stanowiącym ich kryjówkę, które potem mieli używać do swoich niecnych celów (przestępstw). Kara mogła być tylko jedna. Ciało okrutnego mordercy nazwiskiem Pode rwano wpierw rozżarzonymi cęgami, następnie zawleczono go na kowarskie miejsce kaźni (do szubienicy), tam łamano kołem od dołu, a potem jego umęczone zwłoki wpleciono w szprychy koła egzekucyjnego i postawiono do pionu. Nie wiadomo jednak co stało się z jego wspólnikami – braćmi Simon.

Skąd jednak u owych przestępców tak bestialskie czyny jak mordowanie ciężarnych kobiet i ich dzieci? Wiek XVII, w porównaniu z poprzednim stuleciem, to okres nasilenia się bestialskich morderstw o podtekście magicznym, związanym z ówczesnymi przekonaniami i przesądami. Dochodziło wówczas na Śląsku (i nie tylko) do szeregu zbrodni, których ofiarami padały  ciężarne kobiety, które mordowano w celu pozyskania organów używanych później w celach magicznych. Zabijano przede wszystkim dla organu niezbędnego dla życia i funkcjonowania organizmu, czyli serca. Według panujących wówczas przekonań najbardziej cenne były te pochodzące od nienarodzonych jeszcze dzieci, albo te, które pozyskano bezpośrednio od noworodków, w krótkim czasie po ich narodzinach.  Po uwięzieniu i zabiciu ciężarnej kobiety, wycięciu serca jej dziecku członkowie danej bandy porcjowali je na równe części, dzielili między siebie i jeszcze surowe pożerali. Szczególnie silnym zjawiskiem na Śląsku była wiara, że serduszko nienarodzonego dziecka zwiększa siły witalne i daje odwagę. Miało pomagać też podczas przyszłych przestępstw, czyniąc rozbójników i złodziei, jak wierzono, nieuchwytnymi, niewidzialnymi. Zaznaczano jednak, że nadawało się do tych celów jedynie serce wycięte z piersi nienarodzonego dziecka płci męskiej.

Część przestępców wierzyła, że nie tylko serca wyrwane z piersi nienarodzonych dzieci mają magiczne właściwości, ale ogólnie ten organ takowe posiada i może pochodzić również od dorosłych. Na omawianym obszarze w XVII stuleciu grasowały całe bandy polujące na ciężarne kobiety, które następnie mordowano, wycinano płody i okaleczano nienarodzone potomstwa.  Ciało ludzkie traktowano jako swoiste „zasobniki”, w którym kumulują się przeróżne moce, czy siły witalne, które można było wykorzystać w przeróżny sposób w działalności przestępczej. Najbardziej poszukiwanymi, stojącymi wysoko w hierarchii magicznych wierzeń była właśnie ludzka krew i serce, następnie tłuszcz, a potem kończyny. Kiedy jeszcze w wiekach średnich zadowalano się tymi pozyskiwanymi przeważnie ze straconych skazańców lub zmarłych, czasy wczesnonowożytne przyniosły, a wręcz zwiększyły eskalację tego zjawiska. Jednak ugruntowanie się tych wierzeń skierowało uwagę przeróżnej maści przestępców na inną grupę, która miała odtąd być tym „zasobnikiem” i dostarczać cenionych wówczas organów wewnętrznych, krwi lub kończyn, a mianowicie dzieci. Końcówka XVI stulecia i wiek XVII przynoszą nam eskalację tego zjawiska, kiedy ofiarami padają często jeszcze nienarodzone dzieci. A całe bandy grasujące na tych terenach dosłownie urządzają polowania na ciężarne kobiety lub niekiedy ich członkowie spółkują z niewiastami tylko dlatego, aby w odpowiednim czasie zabić matkę i jej nienarodzone dziecko, celem pozyskania poszczególnych organów i części ich ciał do wytworzenia magicznych specyfików lub bezpośredniego skonsumowania jeszcze na miejscu zbrodni lub krótko po niej. Zjawisko „pożerania serc”, szczególnie wśród nienarodzonych dzieci i osób dopuszczających się tych bestialskich czynów, określone zostało w źródłach jako – „Herzfresser”. Najcenniejsze były te pochodzące od nienarodzonych lub zmarłych bez chrztu. W obu przypadkach dzieci te nie należały jeszcze do wspólnoty chrześcijańskiej, tym bardziej były narażone na opętanie przez siły diabelskie. Właśnie zabite, niewinne niemowlęta były według wierzeń łatwą pożywką dla diabła. Wierzono, że zjedzenie dziewięciu serc nienarodzonych dzieci dawało możliwość latania. Stąd chociażby powiedzenie - czarownice latają, bo serca pożerają. Regularne spożywanie tego organu miało też zapewnić niewidzialność lub nieuchwytność (bezkarność). Podobne wierzenia dotyczyły krwi. Jej spożywanie miało stanowić coś w rodzaju ochronnego amuletu. Genitalia natomiast były nośnikiem duszy i witalności. Serce miało gromadzić w sobie moc podtrzymywania życia. Szczególną moc miało serce nienarodzonego dziecka, ponieważ siły życiowe są tutaj podwójnie skoncentrowane. Ciało matki stanowi jedność z ciałem dziecka. Nowe życie z drzemiącymi w nim siłami. Raz serce miało chronić bandytów przed wykryciem, innym razem dodawało odwagi, było organem, w którym ona się gromadziła, dodawało też ponadnaturalnych sił lub powodowało, że osoba ta stawała się niewidzialna, nieuchwytna. Należy zauważyć, że podobne znaczenie symboliczne, chociaż jak się wydaje w mniejszym stopniu niż w przypadku serca, przypisywano piersiom, ponieważ to właśnie w nich gromadzi się odżywczy płyn dla niemowląt. Z ciał dzieci, wyrabiano też trujący, magiczny proszek, który wykorzystywano do szkodliwych czarów.

Poszukiwanym „towarem” wśród różnej maści przestępców były również rączki (dłonie) odcięte nienarodzonym jeszcze dzieciom lub niemowlakom. Równie cenne były całe rączki i nóżki, względnie paluszki nienarodzonych dzieci, które najpewniej po zasuszeniu noszono przy sobie, jako amulety. Miały one przynosić ich posiadaczom m.in. szczęście w grach. Wierzono też w szczególną moc szczątków dzieci zmarłych przed ceremonią chrztu. Domniemano bowiem, że dłonie takiego dziecka mają nadprzyrodzone właściwości chroniące podczas kradzieży, jak i przed nią samą. Ręce, a w zasadzie dłonie, stanowiły też pożądany „surowiec” do produkcji magicznych przedmiotów. Ich skuteczność gwarantowana była według dawnych wierzeń, jeśli dostarczały je ciała nienarodzonych dzieci lub zwłoki straconych przestępców, przeważnie złodziei powieszonych na szubienicy. Wierzono, że takowe części ciała pozyskane jeszcze z płodów lub od noworodków pozwalały przede wszystkim na uskutecznianie z sukcesem, jak wierzono złodziejskiego procederu. Paluszki dzieci miały być przydatne do otwierania zamków, kiedy natomiast je sproszkowano, można było je wsypywać do dziurek od klucza celem otworzenia zaryglowanych drzwi. Z paluszków wykonywano też „złodziejskie świece”, stąd banda z Kowar zalewała je woskiem na zamku Břecštejn. Miały one ułatwiać złodziejom kradzież po dostaniu się w nocy do domostwa. Blask z nich pochodzący miał gwarantować, że domownicy się nie obudzą z głębokiego snu, a samych włamywaczy uczyni on niewidzialnymi. Oprócz części ciał dzieci w podobnych praktykach wykorzystywano też palce i całe dłonie straconych skazańców. Pozyskiwano je w porze nocnej, przeważnie o pełnej godzinie, kradnąc je z szubienicy, ze zwłok powieszonych złodziei. W zasadzie po wypowiedzeniu jakiś czarodziejskich zwrotów miały one otwierać wszelkie zamki w drzwiach i skrzyniach. Oczywiście ich funkcjonalność przypisywano ingerencji sił diabelskich. Z resztą według dawnych wierzeń ciało straconego skazańca dostarczało wielu elementów, które można było wykorzystać w codziennej magii, jak i lecznictwie, ale to już inna historia…

Szerzej na temat dawnych wierzeń wśród XVI-XVIII wiecznych śląskich przestępców i licznych przykładów ich okrutnej działalności zob.: D. Wojtucki, „Pożeracze serc”. Magiczne wierzenia wśród przestępców na Śląsku w XVII wieku, „Czasy Nowożytne”, t. 30, 2017, s. 53-86.

Wyślij link