FB

„Wampir” z Miszkowic koło Lubawki

Mieszkańcy małej miejscowości Miszkowice (niem. Michelsdorf) leżącej pomiędzy Lubawką a Kowarami byli w 1665 r. świadkami niecodziennego wydarzenia, a mianowicie polowania na… „wampira”. Wiara w szkodliwe działania zmarłych zakorzeniona jest we wszystkich kulturach. Niektórzy badacze upatrują w niej następstwo prześladowań czarownic. Wiara w powracających, szkodzących zmarłych wypełniłaby więc lukę, powstałą w wyniku zaprzestania procesów o czary. Często osoby posądzone o pośmiertną, szkodliwą działalność, byli za życia  dobrymi uczynnymi sąsiadami, rzemieślnikami, których aktywności magicznej za ich życia po prostu nie odkryto lub nie rozpoznano zawczasu. Powrotnikiem (niem. Wiedergänger), czyli istotą powracającą z zaświatów mogła stać się każda osoba, która zeszła z doczesnego świata nagle, gwałtowną śmiercią, czyli w warunkach anormalnych. Przeważnie obawiano się samobójców, którzy szczególnie byli uważani za kategorię zmarłych mogących stanowić realne zagrożenie dla żywych.

Z działań w Miszkowicach dotyczących „zabijania“ upiora zachował się interesujący opis, który ukazuje nam ogrom i zakres środków, jakie uruchamiano w przypadku zaistnienia domniemanego, wśród miejscowej społeczności, zagrożenia ze strony szkodliwych „ożywieńców”. W sprawę zaangażowano, zamiast kata, nadzorcę więzienia z Kowar, jak również przedstawicieli miejscowego sądu i również z sąsiedniej miejscowości, władze zwierzchnie, duchownego, grabarzy oraz wyznaczono uzbrojoną straż mającą za zadanie pilnować trumny ze zwłokami. Niewątpliwie wszystkim czynnościom przyglądała się zaniepokojona miejscowa ludność. Szczególnie, że podczas przygotowań do przeniesienia zwłok z miejscowego cmentarza, zerwał się silny wiatr i zaczął mocno padać deszcz. Był to niewątpliwie zły znak, ponieważ wszelkie gwałtowne zjawiska pogodowe wiązano z działalnością sił diabelskich. Istniało przekonanie, że strefa powietrzna między ziemią a niebem jest domeną nieczystych mocy, złych duchów, a wszelkie gwałtowne burze inicjowane są przez nie same. Wierzenia te były podsycane przez ówcześnie żyjących teologów, którzy twierdzili, że diabeł z racji swej natury posiada zdolności wywoływania gradu, deszczu, wichury, grzmotów, kul ognia i czyni to za pomocą znanych sobie sztuczek. Ekshumacja i egzekucja trupa w Miszkowicach w 1665 r. kosztowała ponad 70 talarów. Na sumę tą złożyło się chociażby wynagrodzenie dla pachołków, dla przedstawicieli sądu, którzy wyrokowali i radzili w sprawie, wyżywienie w miejscowej karczmie, w tym wypite piwo, koszty narzędzi użytych podczas ekshumacji trupa, czy należność dla duchownego oraz miejscowego nauczyciela. Dodatkowo, relacja z takowych przeprowadzonych oględzin w Miszkowicach z 1665 r.,  ukazuje nam powagę, z jaką traktowano tego typu przypadki i z jaką precyzją przystępowano do oględzin podejrzanego trupa. W dniu 7 maja tegoż roku, zebrani po otworzeniu trumny dostrzegli, że zwłoki zachowały się w stanie zadziwiająco dobrym, kończyny dały się zgiąć, skóra na brzuchu miała odcień zielonkawy, a jeden z palców po nacięciu krwawił, co jednoznacznie i bezsprzecznie wskazywało na winę nieboszczyka.

Cmentarza przykościelnego w Miszkowicach, gdzie dokonano ekshumacji szkodliwego zmarłego już nie ma. Zachowała się dawna karczma sądowa zwana „Książęcą” - dziś w ruinie, niemniej jednak wielokrotnie ją przebudowywano, gruntownie w latach 70-tych XVIII stulecia, także straciła swój wygląd z pamiętnego roku 1665 r.

Do tropienia i eliminacji powracających, złych zmarłych dochodziło w okolicach Lubawki jeszcze wielokrotnie. Z podobnymi problemami co we wsi Miszkowice borykali się pod koniec XVII i na początku XVIII stulecia mieszkańcy Krzeszowa, Czarnego Boru, czy samej Kamiennej Góry. Szczególnie, że wierzenia i przesądy odnoszące się do powracających, złych zmarłych były znane mieszkańcom tych ziem już wcześniej. Pod koniec XVI stulecia w Witkowie Śląskim doszło do ekshumacji dwójki zmarłych, których wywleczono z grobów, i aby złe, błąkające się dusze nie powróciły do ciał i tym samym nie ożywiły nieboszczyków, wciśnięto im w usta kamienie, pod języki włożono monety, a trumny zawieszono nad ziemią, aby nie doszło do „odżycia” szkodliwych zmarłych. Kilka dni później unicestwiono całkowicie oba trupy paląc je na popiół.

Wyślij link